Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/36

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    — Podobne podejrzenie nie może mnie spotkać. Żyję pod osłoną łaski naszego panującego i zadowolony jestem ze swego stanowiska i z życia. Poco miałbym psuć sobie, albo wręcz niweczyć to zadowolenie, mieszając się do spraw, które nic wspólnego nie mają z moją godnością ani uczciwością. Oświadczyłem ci już, że jestem dzielnym, a nawet zapalonym wojownikiem. Ale stawiać na kartę mój dobrobyt dla zdobycia marnych pieniędzy przez zdradę stanu, czy jak tam te rzeczy się nazywają — to mi się nawet nie śni. Cenię się o wiele wyżej. Nienawidzę spisków, bo podrywają dobre samopoczucie i mącą błogi spokój duszy. Możesz mi wierzyć effendi!
    Uwierzyłem mu chętnie, ale z innego zupełnie powodu: przedewszystkiem nietylko zbyt cenił swą wygodę, ale był zanadto tchórzliwy, aby móc wzbudzać podejrzenia, o których poprzednio wspominał Osman Pasza.
    Ten wnet powrócił. Wślad za nim szedł kol agasi; przez uchylone drzwi widziałem, że przedpokój jest pełen żołnierzy. Pojmani zostali odprowadzeni, zaś namiestnika musiano przenieść, nie odzyskał bowiem dotąd przytomności. Generał osobiście im towarzyszył, aby się przekonać, czy zastosowano wszystkie nakazane środki ostrożności.
    Gdy powrócił, musiałem mu zwrócić uwa-

    34