Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

niż przypuszczaliśmy. Choć bezczelni i zatwardziali, ludzie ci nie mogli na nasz widok przemóc strachu. Poprostu załamali się wpół, a Peder pierzchnął do wyjścia. Uprzedziłem go, skoczywszy między niego a drzwi, dobyłem rewolweru, wycelowałem w pierś jego i ostrzegłem:
— Precz od drzwi, bo zastrzelę cię natychmiast!
To zmusiło go do cofnięcia się o parę kroków, a że sięgnął przytem ręką do pasa, do dałem:
— I precz tam z ręką! Teraz żarty się skończyły! Onbaszi, wejść tutaj!
Kapral, posłuszny temu wezwaniu, wszedł wraz ze swymi żołnierzami i stanął na posterunku przed drzwiami. Podczas gdy ja ciągle mierzyłem lufą ku Persom, generał odebrał im noże i pistolety. Karabinów nie mieli przy sobie. Nie próbowali nawet się opierać
— Tak, — rzekłem, zwracając się do Pedera. — Czy pamiętasz jeszcze czem mi groziłeś? Co miało się stać po naszem ponownem widzeniu? Oto widzimy się — no i co dalej?
Słyszałem, jak zgrzytnął zębami — innej odpowiedzi dać nie mógł.
— Uważaliście się za nieskończenie mądrych, a jednak jesteście głupi, jakże bezdennie głupi! — mówiłem dalej. — To doprawdy niewiarogodne; wsadzić mnie do Birs Nimrud, zdradziwszy mi uprzednio drogę do podziemi ruin!

24