Strona:Karol May - Osman Pasza.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

miłość ulitowała się nad moją skargą i olśniła mnie łaską. Oto leżę przed Tobą i spoglądam ku Twojej wspaniałości i szepcę swe dzięki, które niechaj dostąpią Twego nieba. Wielkie jest to, co uczyniłeś dla mnie. Twoje imię niechaj będzie pochwalone na wieki wieków Amen,
Powstał, ujął mnie za obydwie ręce i rzekł;
— Effendi, jesteś człowiekiem, a jednak wysłannikiem Allaha, przybyłym tutaj, aby mi obwieścić, że moje modlitwy zostały wysłuchane. Wybacz mi wątpliwości, które wysuwałem przeciw tak szybkiemu spełnieniu twej obietnicy. Wyzwoliłeś mnie z ciężkiej nędzy: pozbyłem się wszystkich swoich trosk, i proszę cię, abyś pozwolił mnie i mojej rodzinie modlić się za ciebie codziennie. Nie będzie to wobec llaha żadnym grzechem, gdy muzułmanin będzie się doń modlił za chrześcijanina.
— Grzechem! Przeciwnie, twoja modlitwa będzie podwójnie miła dla uszu Allaha. Dwudziesta druga sura głosi: „czy nie widzisz, że wszyscy, będący na niebie i ziemi, czczą Boga?“ Nie myśl, że twoja wiara jest jedynie słuszna! A gdyby nawet tak było, to właśnie wtedy powinienbyś tem bardziej modlić się do Allaha za tych, którzy tej wiary nie wyznają. Modlę się codziennie za wszystkich ludzi, którzy nie są chrześcijanami, a więc i za ciebie. Gdy opisałeś mi swoją nędzę i troski, postano-

110