Strona:Karol May - Old Surehand 06.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Aha! Wiedzieliście więc, że jest obłąkana?
— Tak. Etters i Thibaut rzucili się na Derrika i wywiązała się walka, w której Derrik przestrzelił Thibautowi rękę.
— Ale to nie było w kościele?
— Nie, w mieszkaniu dozorcy więzienia, a późniejszego bankiera.
— Proszę was, czy ten bankier nie nazywa się Wallace?
— Nie. Skąd wpadło wam to nazwisko, sir?
— O tem później! Mówcie dalej!
— Tokbela martwiła się tem, że siedzieliśmy w więzieniu, rozchorowała się i osłabła z tego powodu, a przestrach przy zaślubinach i bójka powaliły ją całkiem na łoże. Zaczęła bredzić w gorączce, a z gorączki przeszedł jej duch w obłąkanie. Zaczęła szaleć, ale potem uspokoiła się, gdy mój najmłodszy syn, Fred, był przy niej. Brat oddał ją do psychiatry, razem z chłopcem, bez którego nie byłaby tam poszła. Derrik, Leon i ja mieszkaliśmy u bankiera, a Etters i Thibaut zniknęli. Tak sądziliśmy przynajmniej. Złoto nam wyszło i Derrik musiał znowu pójść w góry. Prosiłam go, żeby mnie zabrał z sobą, gdyż jeździć konno i strzelać umiałam tak, jak czerwoni wojownicy. Zgodził się na to i przybyliśmy do Devils-head, gdzie na nas napadnięto. Etters i Thibaut nie zniknęli, lecz trzymali się w ukryciu, by nas potem śledzić i pójść za nami. Etters, zwany przez nas wciąż jeszcze Johnem Benderem, zastrzelił Derrika, a mnie, przerażoną tem, rozbroił i skrępował. Mordercy przypuszczali prawdopodobnie, że byliśmy już przy pokładach i spodziewali się znaleźć przy nas złoto. Nie znalazłszy nic, rozzłościli się tak bardzo, że postanowili nie zabić mnie odrazu, lecz oddać na pastwę głodu. Zakopali brata tuż pod skałą, a mnie położyli na grobie i przywiązali tak, że nie mogłam się poruszyć. Leżałam trzy dni i trzy noce i byłam już blizka śmierci, kiedy nadeszli Indyanie i uwolnili mnie z więzów.