Strona:Karol May - Old Surehand 06.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na to zawołał, a raczej krzyknął na mnie Apanaczka:
— Czy... ona... rzeczywiście jest moją matką?
— Tak — zapewniłem.
Na te słowa pochwycił ją, podniósł w górę, spojrzał jej w twarz i zawołał:
— Kolma Puszi nie jest mężczyzną, lecz kobietą! Kolma Puszi jest moją matką! Dlatego to polubiłem cię od razu tak bardzo, kiedy cię tylko ujrzałem!
Na tem wyczerpały się jego siły, upadł obok niej na kolana, objął ją silnie i przycisnął swoją głowę do jej policzka. Winnetou wstał i odszedł, a ja skinąłem na tamtych, żeby poszli za mną. Należało zostawić matkę i syna samych. Lecz nie trwało to długo, gdyż wkrótce przyszedł do mnie Apanaczka i jął prosić w swój zwykły, natarczywie błagalny sposób:
— Niech brat Shatterhand do nas przyjdzie. Wszak nic jeszcze nie wiemy i mamy jeszcze o tyle spraw zapytać!
Zaprowadził mnie z powrotem do Kolmy Puszi, która siedziała pełna oczekiwania na ziemi i patrzyła na mnie z niepokojem. Apanaczka zajął miejsce przy niej, otoczył ją ramieniem i wezwał mnie:
— Niech brat usiądzie przy nas i pouczy nas, jakim sposobem dowiedział się tak dokładnie, że Kolma Puszi jest moją matką? Ja uważałem zawsze Tibo wete za swoją matkę.
— Tibo wete jest twoją ciotką. W młodości nazywano ją Tokbelą.
— To prawda, na Boga, prawda! — zawołała matka. — Mr. Shatterhand, pomyślcie, namyślcie się, czy to wszystko słuszne, co usłyszeliśmy od was! Mogłabym oszaleć, jak moja siostra, gdybyście się pomylili, gdybym teraz sądziła, że odnalazłam syna, a on nim nie był. Namyślcie się, błagam, namyślcie!
Wyrażała się teraz jak biała niewiasta z dobrego towarzystwa, dlatego nie nazywałem jej Kolmą Puszi, ani też siostrą, jak to czynią Indyanie.