Strona:Karol May - Old Surehand 06.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


proszę siostrę Kolmę Puszi, żeby jeszcze została z nami!
Wygłosiłem z naciskiem słowa: brat i siostra. Towarzysze spojrzeli na mnie zdziwieni, Kolma Puszi natomiast zeskoczył szybko z konia, przybiegł do mnie i krzyknął prawie, tracąc panowanie nad sobą:
— Co Old Shatterhand mówi?
— Że Kolma Puszi nie jest moim bratem, lecz siostrą.
— Czy uważasz mnie za kobietę?
— Tak.
— Mylisz się, mylisz!
— Old Shatterhand wie zawsze dobrze, co mówi.
Na to zawołała, wyciągając jakby dla obrony obie, ręce przed siebie:
— Nie, nie! Tym razem jednak nie wie Old Shatterhand, co mówi!
— Wiem, wiem!
— Nie, nie! Jak mogłaby kobieta być takim wojownikiem, jak Kolma Puszi?
— Tehua, piękna siostra Ikwetsipy umiała już w młodości dobrze jeździć konno i strzelać.
Na to odskoczyła z głośnym okrzykiem o kilka kroków wstecz i wpatrzyła się we mnie szeroko rozwartemi oczyma, ja zaś mówiłem dalej:
— Więc Kolma Puszi zostanie jeszcze z nami?
— Co... co... wiesz... o Tehui... i co... co... możesz wiedzieć o Ikwetsipie?
— Słyszałem bardzo wiele o obojgu. Czy siostra moja ma dość siły w sercu, by tego wysłuchać?
— Mów, mów, o, mów! — odpowiedziała, składając błagalnie ręce i przystępując do mnie całkiem blizko.
— Wiem, że Ikwetsipę nazywano także Wawa-Derrik.
— Uff, uff! — krzyknęła.
— Czy siostra moja słyszała kiedy nazwy Tibo-taka i Tibo-wete? Czy zna opowiadanie o myrtle-wreath?