Strona:Karol May - Old Surehand 06.djvu/194

From Wikiźródła
Jump to navigation Jump to search
Ta strona została przepisana.


Chciałem się przypatrzyć koniowi Kolmy Puszi, gdyż nad Rush-Creekiem widzieliśmy go bardzo krótko. Był to mustang pysznej budowy, szybki i wytrwały, co poznaliśmy już w tym krótkim czasie.
Podczas jedzenia ustała rozmowa, co spowodowała obecność tajemniczego Indyanina, który, posiliwszy się nieco, wstał, udał się do swego konia, wskoczył na siodło i rzekł:
— Moi bracia wyrządzili mi wielką przysługę. Dziękuję im! Ucieszę się, gdy ich kiedyś znowu zobaczę!
— Czy brat Kolma Puszi chce się z nami rozłączyć? — zapytałem.
— Tak — odpowiedział.
— Dlaczego tak rychło?
— Jestem jako wiatr, który idzie tam, gdzie musi.
— Niech brat zsiędzie z konia i zostanie z nami jeszcze przez chwilę, gdyż muszę z nim bezwarunkowo pomówić.
— Niech mi brat Shatterhand wybaczy! Muszę już odjechać!
— Dlaczego Kolma Puszi obawia się nas tak bardzo?
— Kolma Puszi nie boi się nikogo, ale zadanie jego nakazuje mu być samym.
Z prawdziwą radością spojrzałem w oblicze Winnetou, który przeczuł, co zamierzałem, i ucieszył się w duszy wrażeniem, jakie musiał wywołać ten mój krok.
— Mój czerwony brat nie będzie miał powodu zaprzątać się długo tem zadaniem — odpowiedziałem. — Wkrótce będzie ono rozwiązane.
— Old Shatterhand mówi słowa, których nie rozumiem. Odchodzę i żegnam moich braci!
Już podniósł był rękę, by przynaglić konia do biegu, kiedy ja zawołałem:
— Kolma Puszi zostanie!
— Muszę odjechać — odpowiedział stanowczo.
Well, powiem zatem tylko jedno słowo: Jeśli brat Kolma Puszi musi nas opuścić, w takim razie