Strona:Karol May - Old Surehand 04.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To było szlachetnie z waszej strony, sennorze! Z serca wyjęliście mi te słowa i dziękuję wam za to. Pójdę teraz za nimi i poproszę ich o to samo. Życzenia dwóch osób łatwiej się spełniają, niż jednej.
Poszła w towarzystwie ojca. Już w kwadrans powrócili wszyscy, a Czoło Bawole oświadczył patrzącemu nań z ciekawością Helmersowi:
— Zwyciężyłeś, a dopomogły ci w tem imiona Winnetou i Old Shatterhanda. Sennorita prosiła nas także, przeto wyrzekamy się zemsty. Wódz Mizteków, Czoło Bawole, nie zaniechał jeszcze nigdy czegoś, co raz postanowił uczynić. Dzieje się to dziś poraz pierwszy. Krew już więcej nie popłynie, możesz sobie wziąć złoto ze skarbu królewskiego.
— Tak. Zmarniało przez nie wiele życia ludzkiego niechże teraz większej liczbie ludzi przyniesie szczęście i błogosławieństwo. Dziękuję wam za to!