Strona:Karol May - Old Surehand 04.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Korsarz.

— Tak, sennores — dodał amerykański adwokat do swego opowiadania. — Tak się przedstawia historya hrabiego de Rodriganda. Co się potem zrobiło z tego dostojnego człowieka, to rzecz uboczna. Chciałem tylko dowieść, że Indyanin jest często daleko lepszy, aniżeli biały. Obaj wodzowie Apaczów i Mizteków złożyli na to silne dowody. A cóż dopiero, gdy się słyszy o Winnetou, który jest poprostu wzorem wspaniałomyślności i wytworności. Jeśli człowiek uwzględni tę mnogość bladych twarzy, wobec których tego dowiódł, chciałby ubolewać, że nie ma czerwonej skóry, lecz białą. W zdarzeniu, w którem główną rolę grał Sam Firegun i jego towarzysze, popłynęło wprawdzie wiele krwi, ale wtedy tak stosunki się ułożyły. Nie można było tego uniknąć, bo przeciwnicy byli tak niebezpieczni, że oszczędzanie ich byłoby nieodpowiednie. Żal mi tylko, że ten Sanders zginął śmiercią tak szybką w uczciwej walce. Zasłużył nie na nóż, lecz na porządny stryczek z dobrych konopi.
Na to odezwała się od szynkwasu pani Thick:
— On też na nim zawisnął!
— Jak? Co? Na stryczku?
— Tak.
— Opowiedziano nam przecież, że w parowie zakłuł go sternik!
— To nie jest prawda. Gentleman, który przedstawił ten wypadek, odstąpił nieco od faktów. Sandersa nie zakłuto, a Jean Letrier także nie zginął. Uniknęli śmierci, ale ich pojmano potem.