Strona:Karol May - Old Surehand 03.djvu/276

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A kiedy wrócisz?
— Nigdy.
— Nigdy? — zapytała zdumiona. — To przyślesz po mnie?
— Nie.
— Także nie? Czy mam cię wobec tego odszukać w stolicy?
— To sobie stanowczo wypraszam! Czyś naprawdę myślała, że mogłabyś zostać hrabiną de Rodriganda? Czy rzeczywiście uważałaś mnie za tak głupiego i szalonego, żebym ożenił się z Indyanką?
Spojrzała nań z przestrachem i wyjąkała:
— Ty... ty... mnie oszukałeś?
— To wyrażenie muszę z naciskiem odeprzeć. Hrabia nigdy nie oszukuje! Wywiodłem cię tylko nieco w pole. Skarb jest mój, a ty jeśli chcesz mieć męża, to poszukaj sobie go sobie wśród sobie równych!
Po tych słowach, wyrzeczonych szyderczo i wyniośle, oddalił się, a Karja, postawszy przez chwilę jak skamieniała, poszła chwiejnie i bezradnie do swego pokoju. Upłynęło sporo czasu, zanim zdała sobie sprawę z tego, co się z nią stało. Hrabia oszukał ją, a sam odjechał po skarby! Postanowiła przeszkodzić mu w tem za wszelką cenę. Ale jak miała się do tego wziąć? Najwłaściwiej było wyjawić wszystko bratu, ażeby wyruszył zaraz do El Reparo i uniemożliwił grabież rodzinnych skarbów. Pomimo że to przyznanie się musiało jej wielką przykrość sprawić, nie zawahała się ani na chwilę. Hrabia był oszustem i łotrem, wyłudził od niej kłamstwem tajemnicę! Należało tajemnicę ocalić i zachować, a to mogło się stać li tylko przez jego śmierć. On musiał zginąć! Teraz była Karja już tylko Indyanką, oszukaną Indyanką. Musiała raz na zawsze nakazać sercu swemu milczenie i wyrzec się wszelkich uczuć prócz zemsty. Zerwała się z miejsca z błyszczącemi oczyma i poleciała brata poszukać. Przebiegła przez dziedziniec i ogród na łąkę, przeszukała wszystkie pokoje w domu, ale napróżno. Zdjęło