Strona:Karol May - Old Surehand 03.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Do mnie i do mojej siostry, Karji. My jesteśmy jedynymi potomkami królów Mizteków. Czy mam cię zaprowadzić?
— Proszę o to.
— Przygotuj się dzisiaj na dwie godziny po północy. Tylko w nocy możemy ruszyć w tę podróż.
— Czy mogę o tem komu powiedzieć?
— Nikomu, chyba tylko córce hacyendera.
— Czemu jej?
— Ponieważ wie, że szukasz skarbu.
— Ach! Skąd ty wiesz o tem?
— Słyszałem wczoraj każde słowo, które mówiliście do siebie. Masz mapę; a jednak postanowiłeś sam nic nie wziąć. Chciałeś wpierw zbadać, czy są spadkobiercy. Jesteś uczciwym człowiekiem, jakich mało wśród bladych twarzy, dlatego zobaczysz skarby królewskie.
W godzinę później, w porze obiadowej, kiedy wszyscy siedzieli jeszcze przy deserze, wsunęła się Indyanka do pokoju hrabiego i szepnęła:
— Czy napisałeś ten papier?
— A umiesz czytać? — zapytał on.
— Tak — odparła dumnie.
— Oto masz!
Podał jej arkusz papieru, na którym napisane były następujące słowa:
„Niniejszem oświadczam, że po otrzymaniu skarbu królewskiego Mizteków zaręczę się z Karją, potomkiem ich królów i że pojmę ją za żonę.
Alfonzo
hrabia de Rodriganda y Sevilla“.
— Dobrze napisałem? — zapytał.
— Słowa są dobre, ale pieczęci niema.
— To niepotrzebne.
— Przyrzekłeś mi dać pieczęć!
— Stanie się wedle twej woli — rzekł, ukrywając swą niechęć.
Roztopił laskę wosku i położył pieczęć nad słowami.