Strona:Karol May - Old Surehand 03.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy na śniadanie wszedł do jadalni, zastał tam już Emę, która zarumieniła się z zachwytu na jego widok. Dotąd nie wyobrażała go sobie tak pięknym. Karja zachowała się także tak, jak gdyby teraz dopiero zauważyła jego piękność. Porównywała go może z hrabią. Obaj wodzowie indyańscy udali, że nie widzą tej zmiany. Tylko jednego złościło to straszliwie.
Był to hrabia. Nadzieja blizkiego posiadania skarbu usposobiła go może zgodliwiej, bo przyszedł na śniadanie, ale omal się nie cofnął, gdy zobaczył Helmersa. Zgrzytał skrycie zębami i postanowił uczynić go nieszkodliwym dla siebie.
Gdy Helmers po śniadaniu wyszedł na łąkę, spotkał się tam z wodzem Mizteków, który ujrzawszy nową odzież Helmersa, rzekł:
— Mój brat, Grot Piorunowy, może nosić strój taki, bo jest bogaty.
— To dar sennora Arbelleza. Ja jestem tak samo ubogi jak przedtem.
— Nie — rzekł Indyanin poważnie — jesteś bogaty, bo znasz drogę do skarbu królewskiego.
Helmers cofnął się o krok ze zdumienia.
— Skąd ty wiesz o tem?
— Wiem! Czy mogę zobaczyć mapę?
— Owszem!
— Zaraz?
— Chodź!
Zaprowadził go do swego pokoju i położył przed nim stary, nadszargany papier. Tekalto rzucił okiem na róg planu i rzekł:
— Tak, to znak Toksertesa, który był ojcem mojego ojca. Musiał on kraj opuścić i nie wrócił już więcej. Ty wyrządziłeś mu przysługę, dlatego nie jesteś ubogi. Czy chcesz zobaczyć jaskinię skarbu królewskiego?
— Ty możesz mi ją pokazać?
— Tak.
— Do kogo należą skarby?