Strona:Karol May - Old Surehand 02.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To idźcie i szukajcie ich śladów. Ta stara blada twarz nie może tutaj być sam jeden na skraju Llana Estacada.
Wojownik odszedł, ażeby zacząć szukać wedle tej wskazówki, a wódz usiadł ze swoimi ludźmi tak spokojnie, jak gdyby nic nie zaszło. Patrzył groźnym wzrokiem na Old Wabble’a, stojącego przed nim i trzymanego przez dwu czerwonych — potem wydobył nóż, wbił go przed sobą w ziemię i rzekł do niego:
— Tu wbity nóż przesłuchania. Może on ciebie zabić lub zostawić cię przy życiu. Masz to w twoim ręku. Jeśli odpowiesz prawdę, to możesz siebie ocalić.
Wzrok „króla cowboyów“ pomknął ku zaroślom; szukał nas — lecz, na szczęście, nie długo. Gdyby był pod tym względem nie zapanował nad sobą, byłby nas łatwo mógł zdradzić.
— Gdzie masz towarzyszy — zapytał wódz.
— Nie mam żadnych — odparł stary.
— Jesteś sam?
— Tak.
— To kłamstwo!
— Nie! To prawda!
— Poszukamy ich i znajdziemy.
— Nie znajdziecie nikogo.
— Jeśli się pokaże, że kłamiesz, będziesz winnym ciężkiej śmierci, jaką poniesiecie.
— No, to każ szukać; nie mam nic przeciwko temu.
— Więc powiedz mi, co tu masz do czynienia na Llano Estacado? Czy może zechcesz użyć wymówki, że przybyłeś tu na polowanie?
— Nie, Old Wabble nie taki głupi — ale mimo to chciałbym to powiedzieć, bo tak jest rzeczywiście.
— Na co mógłbyś tutaj polować? Tu przecież niema zwierzyny.
— Jest — i to sporo.
— Jakiego rodzaju? — roześmiał się Wupa Umugi wzgardliwie.