Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mogli się już w żaden sposób uwolnić — więc powróciłem do obozu.
Przybywszy tam, nie powiedziałem nic; przeskoczyłem przez potok i położyłem się na tem samem miejscu, co poprzednio. Old Wabble spojrzał na mnie badawczo, ale reszcie towarzyszy nie wpadła w oko moja nieobecność.
— Nie było was tutaj, sir, więc nie wiecie, co uradzono tymczasem. Oto nie pojadę już do wojskowego obozu — rzekł.
— Przyszła wam inna myśl — zapytałem. — Może jaki nowy plan?
— Tak, zapomniałem o czemś, co odrazu powinno mi było przyjść na myśl. Słyszeliście przecież o Old Shatterhandzie.
— Zapewne.
— Otóż ten myśliwiec znajduje się w pobliżu Rio Pecos, więc postanowiłem odnaleźć go i poprosić o pomoc. Czy sądzicie, że nam jej udzieli?
— Jestem tego pewien.
— Pshaw! — wtrącił Parker lekceważąco. — Skąd mr. Charley ma wiedzieć, co uczyni taki człowiek, jak Old Shatterhand. On nie ma pojęcia o tem, że Old Shatterhand może, jeśli zechce, sam jeden uwolnić jeńca.
— No, tak źle ze mną nie jest, jak sądzicie — broniłem się. — Chociaż nie całkiem należę do słynnych westmanów, nie popełniłbym pewnie waszych błędów.
— Naszych błędów?
— Tak.
— Jakież to?
— Daliście się zaskoczyć mr. Cutterowi, nie zauważywszy zbliżenia się jego.
— A wy zauważyliście je może?
— Tak.
— Nie gadajcie byle czego.
— Pshaw! Mogę to udowodnić.
— Prosimy!
— Bardzo chętnie. Powiedzcie, mr. Cutterze, czy,