Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wszyscy będą gotowi do tego. Obawiam się właśnie, czy nie przybędziemy za późno. Czy nie moglibyśmy spróbować tej sztuczki sami, bez wojska? Zyskalibyśmy na tem przynajmniej dwa dni. Namyślcie się nad tem, sir.
Old Wabble potoczył dokoła badawczym wzrokiem i wynik musiał być nieszczególny, gdyż twarz pokryły mu zmarszczki wątpliwości i rzekł:
— Z wszelkim szacunkiem dla waszej gotowości, sir, ale tu idzie o niebezpieczne przedsięwzięcie. Czy ci ludzie gotowi zaryzykować życie dla nieznajomego, choćby nim był Old Surehand?
— Hm! Zapytajcie ich sami mr. Cutterze.
— Gdy następnie Old Wabble zaczął pytać każdego z osobna, odpowiedzieli tylko Parker i Hawley pewnie i z radością. U reszty widać było, że chociaż powiedzieli tak, życzyliby sobie, żeby przygoda mogła być mniej niebezpieczną.
— Well — rzekł stary, skinąwszy głową. — Wiem, na czem stoję. — A wskazawszy na mnie, dodał: — Ten starożytnik tam, strzelający w bok o dwadzieścia kroków, dopiero na nic nam się nie przyda. Gdybyśmy mieli tylko garść zdecydowanych a doświadczonych zuchów, nie byłoby to wielkiem zuchwalstwem; trzeba tylko, żeby módz ludziom zaufać. Pomyślcie tylko, jak to Old Shatterhand i Winnetou, bez żadnej innej pomocy, wykonywali rzeczy o wiele niebezpieczniejsze! Wpadło mi najpierw na myśl odszukać Winnetou, ale nie wiem, nad którą częścią Rio Pecos należy szukać szczepu Merkalerów i...
Zatrzymał się. Mój ogier lubił trzymać się osobno i nie znosił w pobliżu obcego konia. Teraz zbliżył się do niego zanadto koń Old Wabble’a, więc ukąsił go, tamten mu się odgryzł, i zwarły się ze sobą.
— A to co za impertynencka szkapa maltretuje tam mojego konia — zawołał stary, zrywając się z miejsca.
Przybiegł i chwycił karego za cugle, by go oderwać od swego słapaka — ogier jednak stanął dęba prosto jak świeca, poderwał go z sobą w górę i rzucił go