Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a ja miałem ciemniejsze, odsunąłem go i spojrzałem na dół.
„Nie mogłem dostrzedz, co się działo na pierwszym planie doliny, ponieważ stanowisko moje nie było dostatecznie wysokie — w głębi jednak ujrzałem siedmiu indyańskich jeźdźców, którzy jechali tworząc rozwlekłą linię i krzycząc na całe gardło. Wrzaski te zbliżały się i wzmogły tak, że stojący na dole muł zaczął bardzo niespokojnie grać uszyma i obracać ogonem. Toteż posłałem Bena nadół, ażeby go uspokoił.
„Wtem rzuciłem okiem na przeciwległe wzniesienie, oddalone mniej więcej o pięćset kroków. Ku mojemu zdumieniu ujrzałem siedzącego tam Indyanina. Był to To-ok-uh, Szybka Strzała, który skinął na mnie znacząco i położył prawą rękę na ustach, co u Indyan jest znakiem milczenia. Skąd się tu wziął, dlaczego miałem milczeć i o czem? Onegdaj nie był uzbrojony, a teraz leżała mu strzelba na kolanach. Kiedy nad tem rozmyślałem, zgiełk zbliżył się jeszcze bardziej; usłyszałem pod sobą łoskot spadających kamieni i spojrzałem na dół. Nieba, a to co za potwór! Z głośnem gniewnem parskaniem wspinał się z tamtej doliny na przełęcz. Mając do łopatek ze dwa metry wysokości, krótkie niezgrabne cielsko, długie nogi, szeroko zwisającę górną wargę i najeżoną brodę, wynurzył się z iskrzącemi oczyma na brzeg przełęczy. Ujrzawszy stamtąd tuż przed sobą muła i Bena Needlera, rzucił wstecz brzydką głowę z potężnemi, szerokiemi łopatami i popędził w moją stronę. Needler, ujrzawszy potwora o sześć kroków od siebie, wyrosłego, jakby z pod ziemi, wrzasnął ze strachu, odrzucił strzelbę i pobiegł, a raczej stoczył się na łeb na szyję w dolinę po tej stronie. Muł nie okazał także więcej odwagi od swego pana: dał susa w tył i — zjechał, szczęściem, na wszystkich czterech nogach, jak na saniach, z przełęczy.
„Nie miałem czasu uważać, czy obydwaj szczęśliwie dostali się na dół, bo zwierz zwrócił się w moją