Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wie, gdzie i jak długo włóczył się, nie mogąc ciebie znaleźć.
— Tak, ale teraz mnie znowu zobaczyć, oh... oh... oh. Massa Shatterhand zaprowadzić teraz masser Bob do matki Sanny i massa Foxa.
— Tak, zaprowadzimy tam ciebie. Czerwoni wyruszyli, ażeby napaść na dom wasz a Bloody Foxa złapać i zabić.
— Na to się nie ważyć. Masser Bob zabić i zastrzelić wszystkich, wszystkich. Nikt z nich nie żyć, ani jeden.
Zgrzytnął zębami, a to coś znaczyło, gdyż uzębienie jego przyniosłoby zaszczyt panterze. Potem mówił dalej:
— Tak, oni zginąć wszyscy, wszyscy, bo oni bić masser Bob i nie dać mu nic jeść. On mieć bardzo głód, a oni nic nie robić, tylko śmiać się z tego.
— No, mamy teraz czas to naprawić. W moich torbach przy siodle jest dla ciebie dość mięsa. Idź i weź sobie, co zjesz!
— Tak, masser Bob wziąć sobie. Mieć właśnie wielki głód, kiedy massa Shatterhand wejść do namiotu i uwolnić go.
— No, tego całkiem nie zauważyłem, gdyż musiałem cię budzić; spałeś bardzo twardo.
— Oh... oh... oh! Masser Bob mieć wielki głód nawet we śnie; jemu śnić się nawet głód!
Wydobył sobie kawał mięsa i zjadł go, potem wydobył drugi i jadł dalej, wydobył po raz trzeci i jadł, jadł, dopóki wogóle było coś do wydobycia. Wiedziałem, czego umiał dokazać w jedzeniu — ale takiej porcyi nie pochłonął jeszcze nigdy dotychczas.
Podczas tego opowiadał mi szczegóły swojej niewoli w Dolinie Zajęczej, w czem jednak nic ważnego dla nas nie było. Pytaliśmy go o obserwacye, jakie miał sposobność poczynić, ale nie usłyszeliśmy nic, co mogłoby się nam przydać. Był to człowiek prawy i wierny, odważny i sprytny na swój sposób, ale