Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z broni zabraliśmy tylko noże. Kiedyśmy już byli prawie gotowi, zapytał Parker:
— A więc my nie mamy przy tem nic a nic do czynienia, mr. Shatterhandzie?
— Nie — ale nie uważajcie się mimo to za zbytecznych. Może zajść wypadek, w którym będziemy was bardzo potrzebowali.
— Jaki?
— Jeżeli nas odkryją i zaczną ścigać, co może nastąpić tylko na wodzie. Nadpłyniemy stamtąd w prostej linii. Gdyby nas ścigano, będzie waszym obowiązkiem nie dopuścić do nas pościgu.
— Strzałami?
— Tak.
— W takiej ciemności? Płynącemu widać zaledwie głowę; kto tak zdoła odróżnić białego od czerwonego? Moglibyśmy was łatwo ustrzelić.
— Nie wolno wam właśnie strzelać, dopóki nie rozpoznacie dokładnie, do kogo macie strzelać. Zresztą damy się wam poznać głośnymi okrzykami. Gdyby który z nas zaczął we wodzie walkę z którymś z czerwonych, nie będziecie strzelali, chociażby to było tak blizko, że rozpoznawalibyście twarze. Stać każdego z nas na pokonanie jednego czerwonego.
— Tak jest, stać nas, th’ is clear! — potwierdził żywo Old Wabble.
— O sobie wiem to — a co do was, wierzę w to — odpowiedziałem. — Mimo to zapytuję raz jeszcze: Czy to, czego macie dokonać, nie będzie dla was za trudne? Bo w takim razie wolę to wziąć na siebie samego.
— Nie. A więc naprzód i daj Boże szczęście!
— Yes, go on! Za pół godziny będziemy tu szczęśliwie i zwycięsko z powrotem.
Z tem śmiałem zapewnieniem na ustach strząsł się Old Wabble do wody, a ja ruszyłem za nim z mniejszą pewnością siebie.
Pod tratwą chować się nie było potrzeby, dopóki nie byliśmy straży na widoku; z początku płynęliśmy