Strona:Karol May - Old Surehand 01.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie; to nie kłamca. Nikt jeszcze nie słyszał, żeby kiedy złamał słowo.
— Memu młodemu czerwonemu bratu przystałoby bardziej milczeć, aniżeli w obecności starych wojowników sprzeciwiać się wodzowi.
Była to surowa nagana, ale Wupa Ufnugi nie lubiano, więc cieszono się z jego gniewu. Młody wojownik widział spojrzenia wojowników, zwrócone do siebie z zachętą, i rzekł:
— Ja wiem, że moje lata nie sięgają lat starych i mądrych mężów, ponieważ jednak nikt z nich, lecz tylko ja byłem u Old Shatterhanda, mówiłem z nim i otrzymałem słowo od niego, to będzie mi wolno powiedzieć, co tam i od niego słyszałem.
Na to odrzekł siwowłosy Indyanin, który siedział obok wodza i był pewnie najstarszy ze wszystktch.
— Niech mój młody brat mówi śmiało. Skoro topór wojenny raz wykopano, może wszystko posiadać wielką wagę, co kiedyindziej byłoby zbytecznem. Najważniejszem tu byłoby spotkanie Old Shatterhanda. Gdzie jego widać, tam bywa i wódz Apaczów, Winnetou.
— Czy był tam także?
— Nie było go — odparł wojownik, uradowany widocznie tem, że starszy wziął go w obronę.
— Ani w pobliżu?
— Nie dostrzegliśmy ani znaku.
— Jakich słów użył Old Shatterhand, dając wam przyrzeczenie?
Zapytany namyślał się przez chwilę a potem odrzekł:
— Powiedziałem do niego tak: „Czy będziecie nas śledzić, ażeby się dowiedzieć dokąd pojedziemy?„ On odrzekł na to: „Nie; daję wam na to słowo“. Oto dokładna rozmowći, o której mój starszy brat chciał się dowiedzieć.
— Jeśli Old Shatterhand tak powiedział, znaczy to tyle, co gdyby wypalił fajkę przysięgi. On dotrzymuje przyrzeczeń i nie śledził was pewnie. Howgh!