Strona:Karol May - Niewolnice II.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Poszedł z nami do namiotów, przed któremi siedziały kobiety. Dowiedziały się już kto to jest i czekały niecierpliwie, jak się wobec nich zachowa. Jeszcze niepokoiło je zamordowanie Ben Kazawiego i brzydala. Podniosły się; i reis spojrzał na nie wzrokiem przychylnym, ale poważnym. Pokazałem mu Marbę, a on przystąpił do niej i zapytał:
— To ty zabiłaś dwu ludzi?
— Przebacz, panie; effendi także przebaczył.
— Nie mam nic do przebaczenia, gdyż postąpiłaś sprawiedliwie. „Niech cierpi ten, kto zadaje cierpienia“. Wszystko, co wam zrabowano, otrzymacie, o ile się tylko znajdzie. Dam wam dwudziestu żołnierzy, a ponieważ effendi was uwolnił, on poprowadzi waszą karawanę.
Odwrócił się i poszedł do jeńców. I oni już posłyszeli, że przybył do obozu reis effendina, wiedzieli więc, że los ich rozstrzygnie się niebawem. Przebiegł powoli ich szeregi surowym i ponurym wzrokiem. Posiadał różne nadzwyczajne pełnomocnitwa, i przyznam się, że sam byłem ciekawy, co postanowi. Musiałem mu pokazać pośrednika, do którego zwrócił się ostro:
— Odpowiesz mi w imieniu wszystkich. Czy Ibn Asl jest waszym wodzem?
— Tak.
— Wy to uprowadziliście córki Fessaarów?