Strona:Karol May - La Péndola.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Następnego dnia miało się rozstrzygnąć, czy hrabia również zostanie uratowany.
Roseta siedziała przy łożu ojca, nie spuszczając zeń oka. Spał już prawie trzy dni. Wszedł Sternau. Roseta ujęła go za rękę:
— Czy wróci do zdrowia?
— Mam nadzieję, że tak.
Po jakimś czasie hrabia przeciągnął się, otworzył oczy, wodząc po pokoju sennym wzrokiem. Zobaczywszy Rosetę, zapytał:
— Gdzie jestem, wielki Boże. Co mi się śniło? Czy to ty, Roseto? A gdzie doktór Sternau, który mi wzrok uleczył?
Blada ze wzruszenia Roseta krzyknęła:
— Ojcze, drogi ojcze, więc mnie poznajesz, naprawdę mnie poznajesz?
— Tak. Ale nie wpuszczaj tu ani Corteja, ani Klaryssy, ani Alfonsa. Jestem zmęczony; chcę spać. Pocałuj mnie na dobranoc, a jutro rano przyjdź wcześnie.
Hrabia zasnął. Roseta wstała. Pełna wdzięczności i ogromnej radości, rzuciła się z łkaniem w objęcia doktora. — — —
Minęło czternaście dni. Don Manuel wyzdrowiał zupełnie. Z wielką radością zgodził się na małżeństwo córki z doktorem. Dręczyła go tylko obawa o niepewny los syna.
W leśniczówce panował ruch wielki. Gotowano się do ślubu, który miał nastąpić w wigilję. Życzenie Rosety, aby ślub był cichy, podzielał również Sternau.
W przeddzień wigilji przybył oczekiwany z utęsknieniem przez rodzinę Unger. Posiliwszy się i wypo-