Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

I istotnie powstały stąd szpary tak szerokie, że można było przez nie wsadzić nóż bez przeszkody. W tej chwili pomyślałem też i o ryglu, którym założone były drzwi w połowie wysokości. Spostrzegłem ku mojej radości, że był to drewniany patyk o długości około pół metra, a szeroki na kilka centymetrów, który dawał się łatwo usunąć od wewnątrz. Do poczynienia tych spostrzeżeń wystarczyły zaledwie sekundy, poczem ów ktoś zbliżył się do drzwi, otworzył je i wszedł ze światłem w ręku. Przymknąłem powieki, ale tak tylko, bym mógł dalej rozejrzeć się po komórce. Była to ubikacja ciasna, jak gołębnik; nie zauważyłem tu żadnego wogóle przedmiotu, nawet gwoździa, wbitego w ścianę.
— No, i jakże się wam tu powodzi? — ozwał sie sarkastycznie handlarz niewolników — Pokaż więzy!... Chciałbym się przekonać, czy się nie rozluźniły...
Postawił lampę na podłodze i obejrzał następnie mo e ręce i nogi. Byłem tak silnie skrępowany, że powrozy z łyka wpijały się w ciało i omal krew nie wystąpiła
— Myślałeś w dalszym ciągu o cenie, którą mi postawiłeś? — zapytał, na co mu nie dałem odpowiedzi.
— A może będziesz łaskaw oznajmić mi, czy upłynął już termin, w którym cię oczekiwano?

85