Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Rzecz się ma tak, jakby nic nie powiedziano.
— I wobec takiego stanu rzeczy, żądasz, abym wierzył twoim zapewnieniom? Złapałeś się sam, zmuszony przeto jestem postawić inne warunki.
— Proszę? Słucham.
— Uwolnisz nas wszystkich trzech, a ja w zamian daruję wolność twemu ojcu i fakirowi el Fukara. Resztę jeńców oddam reisowi effendinie.
— Co za bezczelność! — przerwał mi szyderczo. — Ten giaur pozostał na naszej łasce lub niełasce, a mówi tak, jakby miał tu coś do rozkazywania. Czemu nie podniosę ręki, by cię zdruzgotać na miazgę!? — dodał, zwracając się do mnie
— Czemu nie podniesiesz ręki? A no, bo masz ją związaną. — Jeśli zginę, spotka ten sam, a może nawet gorszy, los twego ojca.
— Jesteś tego tak pewien?
— Powiedziałem ci już, że skoro nie wrócę na czas oznaczony do swoich, zacznie się natychmiast straszna godzina dla Abd Asla i jego towarzyszy niedoli.
— Kiedy to ma nastąpić?
— Jest to moja tajemnica; mogę ci tylko powiedzieć, że im prędzej się zdecydujesz, tem mniejsze niebezpieczeństwo grozi twemu ojcu

75