Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Teraz możesz mnie kopać, bo jestem ubezwładniony, ale zwracam ci uwagę, że każde to kopnięcie odpłacisz mi bardzo a bardzo drogo.
— Tobie? A to kiedy? Grozisz zemstą? Czyś oszalał, czy co?
— Mówię z zupełnem przekonaniem. Jak długo, twojem zdaniem, bedę zmuszony znosić obelgi od ciebie?
— Tak długo, dopóki nie wyzioniesz ducha wśród strasznych męczarni.
— Śmiej się z tego! Zważ, że reis effendina jest tutaj!
— O, polegasz na nim? Zdaje ci się, że cię uratuje?
— Owszem.
— No, no, możesz się łudzić, ale nie długo; ja, oczywiście, nie mogę, spalić tego psiego syna, ale...
— Urwał, bo na krawędzi pokładu wszczął się ruch. Człowiek, który był wysłany na posterunek w kierunku Hegazi, przecisnął się przez grupę ludzi i, łapiąc z trudnością oddech w piersi, meldował:
— Panie, nic z naszej nafty. Reis effendina nie przybędzie tu drogą wodną.
— Tylko którędy?
— Allah mnie natchnął, bym poszedł nieco dalej, niż mi rozkazałeś, i stanąłem na brze-

56