Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

tak cicho, aby nie spowodować najlżejszego szmeru. Znalazłem kilka świdrów; były, niestety, za grube i dopiero niemal na samem dnie skrzyni znalazłem jeden, nie grubszy od ołówka Ten wydał mi się najodpowiedniejszy. Schowałem go i, przekonawszy się raz jeszcze, że ibn Asl chrapie w najlepsze, poczołgałem się na brzuchu przez pokład, dostałem się po drabince na brzeg, gdzie na szczęście nie było żadnej warty. Chyłkiem, pocichu skradłem się do beczek i rozpocząłem robotę. W każdej beczce trzeba było zrobić po dwa otwory, jeden u góry celem dopuszczenia do środka powietrza, drugi u dołu, do wyciekania płynu. Zadanie było ogromnie trudne, bo za wszelką cenę nie chciałem dotknąć się nafty, woń bowiem lub plama na odzieży zdradziłaby mnie później niezawodnie.
Beczki stały niemal nad samą wodą, widocznie w tym celu, aby można było w jak najkrótszym czasie wypuścić ich zawartość, miała popłynąć zaledwie kilka stóp po ziemi. Nie upłynęło nawet piętnastu minut, gdy byłem z całą robotą zupełnie gotów, poczem wymyłem świderek w wodzie, wytarłem piaskiem i trawą, i wróciłem na okręt. Po upływie kiiku minut świderek spoczywał spokojnie na dnie skrzyni, a ja, owinięty w siatkę, leżałem na swojem miejscu.
Uczułem wielką ulgę. Toż niewątpliwie

24