Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

no i byliby świadkowie twego czynu. Wyobraź sobie wówczas swoje położenie.
— Mam nadzieję, że to obawa zbyteczna; gdyby jednak istotnie wypadek taki się zdarzył, to trudno. Już ja bym się postarał w inny sposób o to, aby ów okręt nie był dla mnie szkodliwy. Zresztą, czyż moja byłaby w tem wina, że nafta się przypadkowo zapaliła, i to właśnie w chwili, gdy reis effendina raczy zaszczycić swą obecnością ten zakątek? Kto śmiałby mieć do mnie jakiekolwiek pretensje?
— Hm, mimo wszystko, lepiejby było, żeby nikt nie stanął na przeszkodzie

— Niech sobie będą przeszkody, jakie chcą, nie robię sobie nic z tego. Bo czyż i obecnie mało jestem prześladowany? Czy mogę naprzykład pokazać się w Chartumie? Jestem wyjęty z pod prawa Nikt nie wie, gdzie właściwie mieszkam. Występuję przeciw prawu, a ono również występuje przeciw mnie. Tu mam jeszcze niejedno do załatwienia, i potem dopiero zniknę, będzie przeto dla mnie zupełnie obojętną rzeczą, gdy się kto dowie, że reis effendina zginął przeze mnie. Szkoda tylko, że okręt spłonie, wobec czego będę musiał wyrzec się łupu. Pocieszam się tylko tem, że najbliższy połów wynagrodzi mi tę stratę. Urządzam wkrótce ghazuah[1] z takiem przygotowaniem, jak jeszcze nigdy, co cię ucieszyć powinno. Zresztą, nie mówmy już o tem, bo lampa gaśnie i czas spać!

  1. Wyprawa na połów niewolników.
20