Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— I podczas gdy się tem zajmiemy, on najspokojniej w świecie pomaszeruje przez step w kierunku mojej karawany.
— Za krótki na to czas.
— Bynajmniej. Wie dobrze, że go szukasz, i że ja popłynąłem naprzeciw ciebie, aby cię wezwać do maijeh. Dlatego wykorzystał noc i udał się, o i e mógł, jak najdalej wdół, sk ył swoj okręt w zaroślach, a z załogą pomaszerował na spotkanie naszych asakerów
— Rozumiem już teraz. Zaalarmuję żołnierzy i poprowadzę ich w kierunku karawany, by jej bronić natychmiast. Ty, oczywiście, będziesz mi towarzyszył.
— Nie, ja z Ben Nilem pojadę naprzeciw karawany, podczas gdy ty urządzisz zasadzkę na Ibn Asla.
— Dlaczego nie obaj razem?
— Bo w tym wypadku nie dostalibyśmy Ibn Asla, który obecnie znajduje się ze swoimi ludźmi wyżej. Wyprzedziliśmy go więc, a gdy tu się pojawi i zauważy nasze ślady, będzie ostrożny i zostanie.
— Jeżeli jednak zechce ratować swego ojca, to mimo wszystko nie zaniecha wyprawy i może na nas napaść ztyłu.
— Nie zdobędzie się na to, ceni on bowiem więcej swą wolność, niż życie ojca i ludzi, zabranych do niewoli. Słyszałem to z własnych jego ust. Możliwe zresztą, że wyprawi

124