Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

wał twego przybycia i o niem miał zaraz donieść Ibn Aslowi.
— I ty wiesz o tem wszystkiem, człowieku, nie wytrzymam dłużej...Musisz mi wszystko opowiedzieć dokładnie. Chodź do mojej kajuty, a tego sternika z bandy łowców trzeba związać i wtrącić do lochu!
— Nie, emirze! To dobry, uczciwy człowiek; polecam go twoim względom. Objaśnię cię później, a tymczasem każ im dać posiłek obydwom, bo od wczoraj nie mieliśmy nic w ustach!
— A więc i ty jesteś głodny? Ależ chodźno czem prędzej do mojej kajuty, będziesz miał, czego tylko dusza zapragnie!
Powiedziałem emirowi, by kazał pogasić światła na pokładzie i masztach, poczem zeszliśmy do wspaniale urządzonej kajuty, gdzie usługiwał nam Azis. Emir kazał przynieść wszystko, co tylko było w zapasie, nie brakło nawet paru flaszek wina, ponieważ emir wyemancypował się z pod przesądów koranu co do tego napoju Spożywałem z wielkim apetytem, cokolwiek Azis podał, i opowiadałem reisowi effendinie zajścia ostatnich dni, co chwilami wprowadzało go w wielkie zdumienie. Słuchał z natężoną uwagą i przerywał okrzykami podziwu i zachwytu. Opowiadanie moje było jednak pobieżne, emir zaś chciał wiedzieć najdrobniejsze szczegóły i natarczywie domagał się tego.

120