Strona:Karol May - Jaszczurka.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

na świeżo, zaraz po ukończeniu połowu i transport przyjmuję na własne ryzyko.
— Nie masz jednak potrzebnych do tego ludzi.
— Znajdą się później. Przypuszczam, że dostanę dosyć ludzi u Szyluków.
— O, to za kosztowna rzecz, a zważ, że w tych okolicach płaci się nie pieniędzmi, lecz towarami.
— Zaopatrzę się w nie w Faszodzie, pieniędzy mi nie zabraknie.
— Ha, jeśli tak! Ale ty naprawdę ryzykujesz bardzo wiele. A coby było, gdybym tak, dajmy na to, zabił cię, aby ci zrabować pieniądze?
— E, ty jesteś na tyle mądry, że nie uczynisz tego.
— Jakto? Nazwałbyś mądrością z mej strony to, że puściłbym z rąk swobodnie człowieka, który posiada pieniądze?
— Naturalnie, że tak. Gdybyś mnie obrabował, miałbyś jednorazowy tylko zysk, jeżeli zaś postąpisz uczciwie, wówczas będziesz miał ode mnie zarobek ciągle, i możesz więcej zyskać, niż to, co teraz posiadam.
— Rozumujesz doskonale i bądź pewien, że włos z głowy ci nie spadnie!
— Cieszy mnie to, że nie zawiodłem się na tobie, co się zaś mnie tyczy, to już Murad Nassyr poręczy.

8