Strona:Karol May - Bryganci z Maladetta.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Według tutejszego zwyczaju jeszcze dziś.
— Gdzie umieścisz trupa?
— Na wspaniałym katafalku w wielkiej sali. Przygotuję wszystko. Trzeba będzie pokój obić na czarno.
— Czeka mię nawał pracy!
— Mnie również. Muszę pomyśleć o trumnie, o całej ceremonji. No, trzeba zaczynać; już świta.
Po tych słowach ojca, Józefa wzięła testament i wraz z kopertą wrzuciła do płonącego kominka. —
Po kilku godzinach lekarz wezwał don Pabla.
— Pan jest sekretarzem hrabiego, pan prowadził wszystkie jego sprawy?
— Tak.
— W takim razie oświadczam panu, iż hrabia rzeczywiście umarł.
Cortejo przybrał zrozpaczony wyraz twarzy.
— Czy to możliwe? — zawołał.
— Z początku sam nie wierzyłem, ale teraz jestem pewien.
— Powiedział pan, panie doktorze, że to tetanus?
— Tak. Nastąpił tężec. W naszym klimacie najmniejsza nawet rana tem się skończyć może.
— To straszne! Pozwoli pan, doktorze, że przeniosę stąd trupa? Za jakie pół godziny bowiem zjawią się przedstawiciele władz, by stwierdzić kto jest spadkobiercą.
— Któż nim będzie?
— Przypuszczam, że don Alfonso.
— Czy był pan obecny przy pisaniu testamentu?