Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Mimo to wyruszę na czele pierwszego oddziału. Kto wie, czy samo moje zjawienie się nie wywoła większego skutku od wszystkich kul.
— Może pan ma rację. Niechaj więc tak się stanie. Zresztą będziemy mieli jeszcze czas naradzić się pod miastem. Zdecydujemy później, kto poprowadzi oddział ostatni. Nie mam ani chwili czasu do stracenia. Sennor André weźcie jednego z naszych nieosiodłanych ko i!
André ściągnął z zabitego konia siodło i wędzidła, i zaczął siodłać drugiego.
Juarez zbliżył się na koniu do Sternaua i rzekł półgłosem:
— Musi pan spełnić następującą prośbę. Nie chciałbym wpaść na Francuzów znienacka. Uznaję prawo międzynarodowe. Przybędzie pan do Chihuahua przede mną. Chce pan być moim posłem?
— Chciałby pan, abym w pańskiem imieniu odwiedził komendanta? Czy dopuszczą mnie wogóle?
— Mam nadzieję, że tak. Proponuję Francuzom wolny odwrót. Oto wszystko; reszta należy do pana.
— Dobrze. Czy mają się dowiedzieć, że znamy ich plan egzekucji?
— Nie; nie chcę tego.
— Czy mam również powiedzieć, że jesteśmy bardzo blisko miasta?
— Ależ nie, nie!
— Teraz rozumiem dokładnie pańskie polecenie; sądzę, że będzie sennor ze mnie zadowolony.
— Jestem o tem przekonany. Cóż się jednak sta-

52