Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzie w życie. Maksymiljan podpisał wyrok śmierci na siebie samego.
— Ale przedewszystkiem na innych. — Wczoraj otrzymano w Chihuahua rozkaz Basaine’a, aby wszyscy schwytani republikanie śmierć ponieśli.
— Są więc jeńcy? — zapytał Juarez.
— Jest czterdziestu zakładników, których dziś o drugiej w nocy mają rozstrzelać.
— Wielkie nieba! Co czynić? Trzeba ich ratować! Ale jak? Mamy niesłychanie mało czasu.
— Dlatego też nie możemy go tracić — rzekł szybko Sternau. — Pozwoli pan, że będę pytał małego André?
— Chętnie.
Sternau zwrócił się do małego strzelca.
— Proszę odpowiadać krótko i wyraźnie. Egzekucja ma się odbyć o drugiej? W jakiem miejscu?
— Przed miastem, niedaleko rzeki.
— Jak długo jechaliście tutaj?
— Dziewięć godzin.
— Jeżeli więc nie chcemy zajeździć na śmierć koni, przybędziemy w jedenaście godzin. Jak wielka będzie eskorta egzekucyjna?
— Jedna kompanja oraz wszyscy oficerowie.
— Doskonale. Wszystko odbywa się w tajemnicy?
— Tak jest. Jedynie sennorita Emilja jest powiadomiona.
— Ona was posyła?
— Tak.
— Cóż postanowiła, gdybyśmy nie spotkali się na czas?

50