Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II
GALOPADA

Opuściwszy miasto, mały trapper gnał jak szalony wzdłuż rzeczki Chihuahua. Na szczęście poznał dobrze okolice podczas kilkudniowego krążenia dookoła miasta.
W przeciągu pół godziny dotarł do umówionego miejsca spotkania, odległego od miasta o dwie godziny drogi. Zatrzymał się i wydał ze siebie kilka okrzyków, podobnych do wołania sowy. Nie było żadnej odpowiedzi.
— Jeszcze ich niema. Ruszam więc naprzód, aby się z nimi spotkać. —
Gnał w dalszym ciągu wzdłuż rzeki. Około godziny drugiej rozwidniło się nieco, około trzeciej dotarł do miejsca, w którem rzeka wpada do Rio Conchos.
— Tu miał Juarez ze swymi ludźmi przekroczyć rzekę. Trzeba zobaczyć, czy niema śladu.
Zaczął badać przejście, o ile na to pozwalało skąpe światło świtania. I tu ich nie było.
Dosiadł znowu konia, przepłynął przez Rio Conchos na drugi brzeg i ruszył na północny wschód w kierunku Liano de los Cristianos. Rozjaśniało się coraz bardziej.

47