Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czy nie chodzą wieści, że zupełnie kraj opuścił?
— Owszem, ludzie mówią o tem, lecz nie wierzymy. Jesteśmy pewni, że nas w żadnym wypadku nie opuści. Jeżeli go niema w Paso del Norte, w takim razie znajduje się gdzieś, gdzie obecność jego jest dla naszego dobra konieczna. Zresztą, na jakiś czas załoga pozwoliła nam odetchnąć. Kilkuset wyruszyło w pole. Dokąd, niewiadomo.
— Ilu jeszcze pozostało?
— Jedna kompanja.
— Do licha! Gdyby o tem Juarez wiedział! — zawołał mały strzelec ucieszony.
— Ciszej, sennor, ciszej! Sambym mu zakomunikował tę wiadomość, gdybym wiedział, gdzie przebywa. Takich jak ja, są tu setki.
— Może dowie się o tem bez was.
Słowa te zostały wypowiedziane tak poważnie i z namysłem, że uderzyły gospodarza. Ująwszy rękę strzelca, schylił się nad nim i rzekł:
— Sennor, wiecie dokładnie, gdzie Juarez się znajduje, nieprawdaż? Wysłał was na zwiady do Chihuahua?
— Nie zaprzątajcie sobie głowy; moglibyście łatwo spudłować.
— Zdaje mi się, że nie spudłowałem. Wyglądacie na człowieka, godnego zaufania.
Pah! Juarez potrzebuje zupełnie innych ludzi. Jego sprawy nie interesują mnie wcale a wcale.
— Przykro mi, że mi nie ufacie. Powiedzcie jednak, jak długo zamierzacie pozostać w Chihuahua?

30