Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jest pan człowiekiem północy?
— Tak.
— Jankesem?
— Nie.
— Pochodzi pan z Kanady?
— Także nie.
— Kimże jesteście, jeżeli przybywacie z północy?
— Czyż tylko Jankesi i Kanadyjczycy włóczą się po skałach? Jestem Europejczykiem, Niemcem.
— Niemcem? A więc jest pan stronnikiem naszego poczciwego cesarza Maksymiljana?
Mały strzelec spojrzał ostro na chudą twarz Meksykanina i rzekł:
— Nie bawcie się moim kosztem! Wiem doskonale, że między sobą zupełnie inaczej nazywacie tego poczciwego cesarza Maximiliano.
O Dios! Nie wierzcie temu! Myśmy tutaj wszyscy przychylnie usposobieni dla cesarza.
— A więc i dla Francuzów?
— No tak, mniej więcej, im bowiem zawdzięczamy, że mamy dobrego monarchę.
— Cieszy mnie to bardzo, sennor; spodziewam się, że będziecie się starali odwdzięczyć Francuzom za to dobrodziejstwo.
— Oczywiście! Jesteśmy im wdzięczni z całego serca.
— Wiecie, jak okazać swą wdzięczność? Przygotujcie kilkadziesiąt beczek tej pulque, jaką mi podaliście, i ofiarujcie Francuzom. Zrozumiano?

27