Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to wymieniano nawet często w kwaterze głównej. A więc grasuje teraz w okolicach Chihuahua?
— I to od dłuższego czasu. Wiemy dokładnie, że bywa tu w mieście u swych zaufanych.
— Skądże panu o tem wiadomo?
— Z ust jego własnych.
— Z jego ust? — zapytał pułkownik zdumiony. — To dziwne. Jakże to stać się mogło?
— Był tutaj, w tym pokoju, jako nasz jeniec.
— A więc schwytaliście go! Za głowę jego wyznaczono nagrodę.
— Tak jest. Nawet bardzo znaczną.
— W takim razie zasłużyliście na nią.
Komendant odparł z zakłopotaniem:
— Omal, że nie zasłużyłem.
— Omal? Mówiliście przecież, że był waszym jeńcem?
— Owszem, wzięliśmy go do niewoli, związali; przesłuchałem go w tym pokoju w obecności wielu oficerów i pań. Zachowywał się bardzo opornie. Nagle uwolnił się z więzów. Powalił mnie na ziemię w obecności wszystkich zebranych i wyskoczył przez okno.
— Do pioruna! Zbiegł?
— Niestety. Ci myśliwi prerji to istne djabły. Sami targają niebezpieczeństwo za uszy, zazierają śmierci w ślepia — djabeł im nie podoła. Wysłałem pod Guadelupę spory oddział ludzi; oto przyczyna, dla której tak łatwo było rozkwaterować pański oddział. A chociaż wybrałem co najsprawniejszego żołnierza i przydzieliłem dzielnych oficerów, zdaję sobie sprawę, że zdobycie fortu będzie kosztowało dużo ofiar.

17