Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nam sobie jeszcze jednego olbrzymiego draba z brodą, sięgającą do pasa. Był niegdyś właściwie lekarzem, ale również znakomitym myśliwym. Nazywali go Władcą Skał.
— Sternau?
— Sternau — potwierdził trapper. — Tak się właśnie nazywa.
— Dalej, dalej! Czy nie było jeszcze jednego, jedynego jeszcze?
— Owszem. Starszy pan, którego nazywali don Fernando. Zdaje się, że stary Pirnero powiedział, iż ten sennor jest hrabią Rodriganda.
Lord nie mógł już dłużej panować nad sobą.
— To dziwne, bardzo dziwne! — zawołał. — Czy nikogo więcej nie było, nikogo więcej?
— Jeszcze jeden, ale ten to już naprawdę ostatni. Mimo różnicy wieku, jest niezwykle podobny do starego hrabiego. Sternau i on są na ty. Zdaje się, że Sternau nazywał go Mariano.
— A więc i on uratowany! Boże, dzięki Ci! Opowiadajcie, opowiadajcie!
— Chętnie, milord! Dowie się pan o wszystkiem. Atoli, milordzie, znowu gardło mi wyschło i tak stwardniało, że...
— Tu stoi flaszka. Niech się pan uraczy!
Sępi Dziób nie czekał, aż mu powtórzą. Łyknął i zaczął zdawać relację z uzyskanych wiadomości. Lord, a nawet sternik, słuchali z niesłabnącą uwagą. Wreszcie opowieść trappera dobiegła końca.
— Oto wszystko, co wiem. O szczegółach dowie

129