Strona:Karol May - Benito Juarez.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Trapper pohamował uśmiech i potwierdził:
— To on, sir.
— Czy nie dowiedział się pan, gdzie przebywał tyle czasu?
— Gdzie mógł przebywać? Zawieruszył się w sawanach lub gdzie indziej. Czerwonoskórzy są wiecznymi włóczęgami.
— Och, ale nie on! Czy sądzi pan, że będzie towarzyszył prezydentowi i razem z nim przybędzie do Rio Sabinas?
— Tak sądzę, sir.
— Dzięki Najwyższemu! Zobaczę go i będę mógł z nim rozmawiać. Dowiem się o jego dawnych towarzyszach i o ich losie. Jeśli wpadnę na jakiś ślad, już nie porzucę go. Czy nikt Indjaninowi nie towarzyszył, mister Sępi Dziobie?
— O, tak, — odpowiedział powoli trapper z obojętną miną. — Był z nim pewien Hiszpan, niejaki Mindrello, ndjanka, imieniem Karja, pewna sennorita Emma i — —
Wzburzony lord podnosił się i opadał na krześle.
— Ta sennorita zdaje się być poślubiona. Przynajmniej bardzo czule obchodzi się z pewnym sennorem.
— Czy zna pan jego imię?
— Nazywa się Unger i w swoim czasie był znakomitym myśliwym. Słynął pod imieniem Piorunowego Grota. Był tam również jego brat, sternik, czy kapitan.
Lord położył rękę na ramieniu westmana. Ręka ta drżała, a drżał także głos, którym zapytał:
— Czy nikogo więcej nie było?
— Muszę się zastanowić, milord. Tak, przypomni-

128