Strona:Karlinscy.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
KARLINSKI.

Częgo[1] chcą?

RYCERZ.

Zamku!

KARLINSKI.

Niech tutaj nie wchodzą!

RYCERZ.

Już są — na murach tych każ mnie rozstrzelać,
Puszczam ich — bo wiem, że zamek upadnie
A twego syna żal mi!... Twego syna!...
On mnie w ostatniej bitwie uratował! Panie!!!

KARLINSKA.

Cha! cha! cha! syna!... mój dobry rycerzu,
Gdy spotkasz matkę jaką — proś odemnie,
By tylko syna nie miała — bo pewno
Świat jej go wydrze i więcej nie odda!...

KARLINSKI.

Niech mi niekażą przybytku świętego,
Gdy ofiaruję Bogu syna mego!...

FRANZ STILL (wchodzi i kilku Niemców.)

Jakto rycerzu!.. i ty byś był w stanie
Oddać go!? tam jest — na murze naprzeciw
Działa!...

(Karlinska pada o ziemię i leży twarzą do ziemi z załamanemi rękoma.)


KARLINSKI.

Precz synu Niemca! poganinie!

KARLINSKA (wstaje i rozdziera szatę na piersi.)

Widzisz potworze — rozdarła się szata!
Tak się rozedrze pierś na strasznym sądzie,
Gdzie cię przed Boga czekam majestatem,
Przed tym w którego nie wierzysz o zwierzę!...
Idź! bo zabiję!...

(Still z Niemcami odchodzi.)



  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Czego.