Strona:Karlinscy.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
MARYA.

Pocieszyć? idę — tak — idę pocieszyć!... (odchodzi).

ZMIANA. Inna część wałów — noc — żołnierze jedni na warcie, inni spią przy ogniskach.)


KARLINSKI (sam.)
(bezsenny siedzi na dziale którego paszcza utkwiona w murze.)

Usnąć nie mogę — gdyby choć na chwilę!
Jeńcem —
A jakże ciężka ojca dola!
Nieśmiem przed siebie spojrzeć i zamykam
Oczy — a przy zamkniętych straszniej widzę!
Czy to sen? ha! sen, co sen z oczu płoszy!
O! czyż ja stary nie na lepsze gody
Zdałbym się wrogom, niż mój chłopiec młody!...
Czyż się tam dla mnie nie znalazła kula?
O Ty, co widzisz wszystko — o! patrz na mnie!
I ugódź we mnie, — lecz nad synem — matką —
Zmiłuj się!... ha — tu nie czas się rozkwilać,
Noc i tak przeszła — choć przeszła na jawie —
I cóż mu będzie? puszczą go po wojnie —
Jeszcze w rycerza wzrośnie — i spokojnie
Usnie — a ja tu trwonię czas i siły! —
Na bok przeczucia! a trwodze po gębie!...

(wchodzi na wał)

Baczność puszkarze! zluzować straż dolną!
Na lewej baszcie tylko straż podwoić,
I Częstochowę bacznie mieć na oku.
Skoro zaświta, gdyby tam od lasu
Wstał kurzu tuman — tam od lewej strony
Dać hasło: piorun!... bo to odsiecz będzie!

(do żołnierza przechodząc)

Daj mi mój stary złamać kawał chleba,
Czuję żem nie jadł i że słabną siły —

ŻOŁNIERZ (u nóg jego)

O wodzu! życie i chleb damy Tobie!...
Tyś jest jak posąg na ojczyzny grobie!...