Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Gdzie jesteśmy? — powtarzałem bez przerwy.
— Tymczasem zejdźmy, — rzekł profesor, — umieram z głodu i pragnienia.
Schodziliśmy po spadzistych stokach góry, omijając małe fale lawy i głębokie otwory.
— Jesteśmy pewnie w Azji! — zawołałem, — na wybrzeżu Indji, na wyspach Malajskich.
— A kompas?
— Ach! kompas! — odrzekłem, — prawda.
Tymczasem zbliżyliśmy się do tej zieleni. którą zachwycaliśmy się z góry. Głód i pragnienie męczyły nas ogromnie.
Ujrzeliśmy po dwugodzinnem chodzeniu śliczną wioskę, całkowicie otoczoną oliwkami, granatami i winogronami, które zdawały się należeć do wszystkich.
Jakażto rozkosz była zajadać te przepyszne owoce i wysysać sok z winogron. Potem, dalej odkryłem źródło doskonałej wody i na tyle obfitej, że wykąpaliśmy się wybornie.
Podczas gdyśmy odpoczywali ujrzeliśmy nędznie ubranego chłopca i postanowiliśmy się go spytać, gdzie jesteśmy. Dzieciak ujrzawszy nas przeraził się i zaczął uciekać.
Przemawialiśmy do niego po niemiecku, francusku, angielsku, wreszcie po włosku, — nie odpowiadał.