Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Była wtedy godzina piąta rano. Straszliwe gorąco zwiększało się coraz bardziej i czułem się jakby pogrążony w piecu, rozpalonym do czerwoności.
— Czy wpadam y w ognisko? — krzyknąłem w pewnej chwili, gdy gorąco zdawało się być nie do wytrzymania.
— Ależ nie! — odpowiedział stryj, przecież to niepodobna!
— A jednak — rzekłem, dotykając się murów, — te mury są rozpalone!
Dotknąłem ręką wody i wnet musiałem ją cofnąć.
— Woda jest gorąca! — zawołałem.
Stryj odpowiedział na to gestem gniewu. Jednak wszystkie symptomy potwierdzały moje przypuszczenia.
Czułem, że lada chwila wstrząśnie się skorupa ziemska, złączą się obie ściany granitowe i zostaniemy ściśnięci w tym korytarzu na śmierć.