Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stojąc na skale, zirytowany, grożący, Otto Lidenbrock, podobny do dzikiego Ajaxa, zdawał się urągać bogom.
— Posłuchaj mnie, stryju, — rzekłem tonem stanowczym. Każda ambicja winna mieć granice, nie można walczyć przeciw niemożliwości; jesteśmy źle przygotowani do jazdy morzem, pięćset mil drogi nie odbywa się na takiej łodzi. Nie możemy tu rządzić, jesteśmy igraszką burzy i szaleństwem byłoby rozpoczynać tę przeprawę z powrotem!
Podobne racje mogłem swobodnie wygłaszać jeszcze i dłużej bez przerwy, a pochodziło to z nieuwagi profesora, który nie słyszał ani słowa z całej mojej przemowy.
— Na łódź! — wykrzyknął z całej siły.
Tak brzmiała jego odpowiedź. Nic nie pomogły rady, prośby, zaklęcia, — był niewzruszony.
Jan tymczasem kończył naprawę łodzi. Zdawać by się mogło, że ten dziwny człowiek domyślał się projektów mego stryja. Wszystko było gotowe.
Profesor powiedział kilka słów przewodnikowi i bagaże natychmiast zostały złożone.
Powietrze było niezłe, dął wiatr północno zachodni.