Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wszak odbyłem tak daleką podróż, żeby przejeżdżać się po jakimś stawie!
Nazwał tę jazdę po morzu przejażdżką, a morze stawem!
— Ale — odezwałem się, — ponieważ jedziemy drogą wyznaczoną przez Saknussema...
— To jeszcze pytanie czyśmy podróżowali tą drogą? Czy Saknussem napotkał tę przestrzeń wody? Czy ją przebył? Strumień, którego wzięliśmy za przewodnika, zabłąkał nas nie wiedzieć gdzie...
— W każdym razie, nie możemy żałować, żeśmy tu przybyli. Widok jest wspaniały...
— Mnie nie chodzi o widok. Chcę dojść do celu i muszę go osiągnąć! A więc nie wspominaj mi o swych zachwytach!
Zostawiłem przeto profesora w spokoju i zamilkłem.
W niedzielę 16-go sierpnia nie zaszła żadna zmiana.
Spojrzawszy przez lunetę, widziałem tylko przed sobą olbrzymie, nieskończone przestrzenie na którem lśniły się elektryczne światełka.
Rzeczywiście, morze to było nieskończone! Szerokość miało morza Śródziemnego, a może nawet Atlantyku!