Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W pewnej chwili Jan zwrócił mi uwagę na rysy w wodzie.
Spojrzałem pytająco na przewodnika. Obróciłem się do stryja, ale tak był zatopiony w myślach, że nie chciałem mu przerywać zadumy.
Spojrzałem więc znów na Irlandczyka. Ten zaczął otwierać i zamykać usta i wtedy zrozumiałem.
— Zęby — zawołałem ze zdumieniem, przyglądając się wysuwającemu się z morza stworzeniu.
Tak! Były to zęby w paszczy! Czyżby to był potwór z odległych czasów, bardziej żarłoczny od rekina, a większy od wieloryba?
Nie mogłem oderwać wzroku od tej żelaznej paszczy!
Profesor Lidenbrock podzielał zdaje się mój podziw i potrosze też moją trwogę.
Rzuciłem wzrok na broń, bojąc się, że potwór zaatakuje nas niebawem.
Ogromne fale morza poruszać się poczęły gwałtownie. Zbliżało się niebezpieczeństwo, trzeba było czuwać.
Gdy wieczór nadszedł i sen począł już kleić nam powieki, naraz silne wstrząśnienie obudziło nas z drzemki.
Tratwa uniesiona została wysoko na falach i odrzucona daleko.