Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


działby to dziwne, specjalne światło, które oświecało najmniejsze cząstki wody.
Nie było to światło słoneczne z olśniewającym blaskiem promieni, nie było to blade światło nocnych gwiazd, które jest tylko światłem odbitem, pozbawionem ciepła.
Nie. Kolor światła był jasny i suchy, zaś podnosienie się temperatury świadczyło o obecności elektrycznej siły.
Była to jakby jutrzenka, zjawisko kosmiczne.
Niebo nad moją głową utworzone było z dużych obłoków ruchomych i zmiennych, które lada chwila mogły spaść w postaci ulewnych deszczów.
Widok był prześliczny. Elektryczne światło rzucało tysiące promieni i chwilami kierował się ku nam jakiś płomyk i zdawał się nas dosięgać.
Ale w rzeczywistości nie było to słońce, nie promieniowało bowiem ani odrobiną ciepła.
Byliśmy, jakgdyby uwięzieni w tej olbrzymiej masie wody.
Szerokości tego morza nie można było zmierzyć okiem. Podobnie rzecz się miała z długością.
Nie mogłem pojąć, skąd się wzięło coś podobnego we wnętrzu ziemi. Nauka geologji nie przypuszczała istnienia niczego po-