Strona:Juljusz Verne-Podróż podziemna.pdf/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Na pełne morze, — powtórzył stryj, zacierając dłonie.
— Tak! — zawołałem, — ocean rozciąga się nad naszemi głowami!
— Ba! Axelu, nic naturalniejszego.
Stryj uważał to za rzecz naturalną, ale mnie pomieścić się w głowie nie mogło, że znajduję się pod masą wód.
A, że płaszczyzny i góry wiszą ponad naszemi głowami, morze oraz ocean rozlewają swe bałwany ponad niemi.
Zresztą przywykłem prędko do tej myśli, gdyż korytarz podziemny, to prosty, to pochyły, kapryśny w swych spadkach, i zwrotach, ale zawsze idący na południo-wschód i zagłębiający się coraz bardziej w ziemię, doprowadził nas szybko do wielkich głębi.
W cztery dni potem, w sobotę 18 lipca, wieczorem, przybyliśmy do bardzo obszernej groty.
Stryj mój zapowiedział, że dzień następny będzie dniem wypoczynku.