Strona:Juljusz Verne-Czarne Indje.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Wystąpił problem z korektą tej strony.


A zatem miasto robotników nie [...] jeszcze środka eksploatacyjnej przestrz[...]boty podziemne łączyły się z robotami ze[wnętrz]nemi za pomocą szybów przewietrzających i [szy]bów[1] ekstrakcyjnych, które ułatwiały komunikację pomiędzy różnemi piętrami kopalni, a powierzchnią gruntu. Wielki tunel, gdzie funkcjonowała kolej żelazna, o parciu hydraulicznem, służył jedynie do przewożenia mieszkańców Coal-city.
Przypominają sobie czytelnicy dziwną budowę olbrzymiej pieczary, gdzie stary nadsztygar i jego towarzysze zatrzymali się podczas swoich poszukiwań.
Tam, ponad ich głowami rozciągało się sklepienie formy kopulastej. Słupy, podtrzymujące to sklepienie łupkowe, miały do trzystu stóp wysokości, czyli, że równały się prawie wysokości „kopuły Mammoutha”, w grotach Kentucky.

Jak wiadomo, ta bezmierna pieczara — największa z całego świata kopalnianego w Ameryce — może łatwo pomieścić pięć tysięcy osób. Nowa Aberfoyle posiadała podobną rozległość i to samo urządzenie. Zamiast przepysznych stalaktytów tej sławnej groty, wzrok się spotykał tutaj z wystającemi narościami żył węglowych, które zdawały się wytryskiwać na wszystkie strony pod naciskiem pokładów łup-

  1. Przypis własny Wikiźródeł Uszkodzona strona; brak części tekstu.