Strona:Juliusz Verne - Wyspa błądząca.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystko teraz było jasne dla porucznika, różne zmiany, różne zjawiska, wszystko!
Port Bathurst posunął się o trzy stopnie na północ!
Port Bathurst zbudowany był nie na gruncie, nie na piasku nawet, ale na lodowcu!
Lodowiec ów z biegiem czasu pokrył się roślinnością i zielenią i zdawał się był ziemią.
Trzęsienie ziemi oderwało lodowiec od kawałka prawdziwego gruntu i zagnało go na północ. Stąd i obserwacja Tomasza Black nieudała i wiele innych zjawisk.
Mniemana wyspa posuwała się powoli wraz z mieszkańcami ku oceanowi — co będzie dalej?
Hobson widział, że położenie ich jest prawdziwie rozpaczliwe, ale obdarzony silną wolą i niespożytą energją umiał stłumić w sobie poczucie grozy położenia, nie mówiąc nic swym towarzyszom o niebezpieczeństwie. Wiedziała tylko o tem Paulina Barnett i zrozpaczony, rwący sobie włosy astronom.
Biedny uczony, zmartwił się bardzo, że nie zobaczył tego, poco jechał i znosił trudy, biegał więc z jednego miejsca na drugie, nie mogąc usiedzieć.
Włosy miał zjeżone, wzrok prawie błędny, klaskał w ręce, to znów opuszczał je z gestem rozpaczy...
Wreszcie wyciągnął pięść ku słońcu i spoglądał na nie bez przerwy, jakby grożąc za doznany zawód.
Uspokoiwszy się trochę, Tomasz Black podszedł do porucznika.
— Przyszedłem tu, — przemówił — aby przypomnieć panu, żeś miał nas doprowadzić do pewnej granicy. Dlaczego stało się zupełnie przeciwnie?