Strona:Juliusz Verne - Wyspa błądząca.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zabroniono surowo otwierania drzwi lub okien, gdyż para nagromadzona w pokoju zamieniłaby się natychmiast w śnieg.
Ze wszystkich stron słyszano silny trzask, jakby czegoś łamanie i druzgotanie, co dla osób, nieprzyzwyczajonych do podobnych odgłosów było przerażające.
Było to trzaskanie z mrozu drzewa, którego pniami otoczono dom dla bezpieczeństwa i zagrody.
Pomarzły likiery, wódki, piwo, rozsadzało beczułki, drzewo nie chciało się wcale zapalać i porucznik musiał użyć dużo tłuszczu, aby utrzymać płomień w piecach.
Niezwykłem zjawiskiem było to, że wszyscy czuli ogromne pragnienie, rozgrzewano więc wciąż wody owocowe i płyny i pito.
Drugiem zjawiskiem była senność tak wielka, że rozmawiając usypali, nie mogąc opanować śpiączki.
Dzielna zawsze Paulina Barnett opanowując senność, starała się i drugich ustrzedz od tego, to czytając, to opowiadając ciekawe rzeczy, to znów śpiewając pieśni, które chórem kończono.
Hobson zajrzawszy do termometru, przekonał się, że mróz coraz silniejszy.
31-go grudnia rtęć zamarzła w rurce. Było wtedy 44 stopnie mrozu!
Nazajutrz 1-go stycznia winszowano sobie wzajemnie i życzono w dalszym ciągu doskonałego zdrowia. 5-go stycznia termometr spirytusowy wskazywał 52 stopni zimna!
Hobson zaniepokojony był takim stanem temperatury. Bał się, że zwierzęta poczną szukać łagodniejszego klimatu i opuszczą miejscowość, w której pobudo-